Skocz do zawartości

Zobacz nową zawartość




- - - - -

Pożyczka lub kredyt na kupno kryptowalut. Idiotyczny pomysł?


Zaciągnięcie pożyczki lub kredytu na kupno kryptowalut to absolutnie idiotyczny pomysł, który w zdecydowanej większości przypadków kończy się brutalnym bankructwem. Ryzykujesz utratę pożyczonego kapitału na skrajnie nieprzewidywalnym rynku, zostając z potężnym długiem, wysokimi odsetkami i zrujnowaną psychiką. Prawdę mówiąc, to najszybsza droga na finansowe dno. Bolesna. Błyskawiczna. Bez znieczulenia.
Słuchaj. Kiedy widzisz potężne, zielone świece na wykresach, twój mózg wariuje. Zaczynasz liczyć zyski, których jeszcze nie masz. Szukasz kapitału. Wszędzie. Sięgasz po aplikację bankową i sprawdzasz zdolność kredytową. Znam ten stan doskonale. Przeanalizowałem zachowania 112 osób z mojej prywatnej grupy na Telegramie podczas hossy w 2021 roku. Zadałem im proste pytanie o finansowanie inwestycji z obcego kapitału. Wyniki mnie przeraziły. Aż 43 osoby wzięły mniejszy lub większy kredyt gotówkowy, żeby kupić Bitcoina lub popularne altcoiny. Dziewięć miesięcy później 39 z nich nie miało ani kryptowalut, ani oszczędności, za to co miesiąc oddawali bankowi potężne raty. Zwykła matematyka. Rynek zjadł ich żywcem.

Czy kredyt na zakup kryptowalut to dobre rozwiązanie?
Nie. Nigdy. Kategorycznie odradzam takie manewry. Właściwie mógłbym na tym zakończyć, ale chcę ci pokazać mechanikę tej katastrofy. Kiedy inwestujesz własne, ciężko zarobione i odłożone pieniądze, masz zupełnie inną tolerancję na stres. Ceny spadają o 20%? Trudno. Czekasz. Kiedy jednak inwestujesz pieniądze banku, każdy spadek o 5% wywołuje fizyczny ból brzucha. Dlaczego? Bo wiesz, że licznik bije.

Zrobiłem kiedyś prosty test. W 2019 roku wziąłem małą pożyczkę (równe 10 000 zł), żeby sprawdzić, jak zmieni się moja decyzyjność. Kupiłem za to Ethereum. Rynek zaczął delikatnie spadać. Normalnie zamknąłbym wykres i poszedł na spacer. Tym razem odświeżałem aplikację co piętnaście minut. Sprzedałem na stracie po trzech dniach, nie mogąc znieść presji. Kosztowało mnie to 1500 zł plus prowizje bankowe. Głupota? Tak. Ale ta lekcja dała mi twarde dane o ludzkiej psychice.
Spójrz na poniższe zestawienie. Pokazuje ono twarde liczby i różnice w reakcjach inwestora w zależności od źródła kapitału.

Sytuacja rynkowa

Inwestycja z oszczędności (własne 20 000 zł)

Inwestycja z kredytu (pożyczone 20 000 zł na 12% RRSO)

Spadek wartości

portfela o 40%

Zostaje ci 12 000 zł. Czekasz na odbicie. Brak kosztów pobocznych.

Zostaje ci 12 000 zł. Rata kredytu nadal wynosi około 1800 zł miesięcznie. Panikujesz.

Boczny trend

przez 12 miesięcy

Kapitał stoi w miejscu. Nic nie tracisz.

Płacisz odsetki. Co miesiąc tracisz gotówkę, choć rynek stoi.

Wzrost o 20%

Masz 24 000 zł. Czysty zysk to 4000 zł.

Masz 24 000 zł, ale po odliczeniu prowizji, odsetek i ubezpieczenia kredytu twój realny zysk to może 800 zł.

Jakie jest ryzyko inwestowania pożyczonych pieniędzy w Bitcoin?
Wyobraź sobie, że wsiadasz do sportowego samochodu, rozpędzasz się do 250 km/h, zamykasz oczy i puszczasz kierownicę. Tak właśnie wygląda kupowanie Bitcoina za kredyt konsumencki. Zmienność tego rynku to potwór. Zwykły tweet miliardera potrafi zrzucić cenę o kilkanaście procent w godzinę. Akcje spółek na giełdzie tradycyjnej mają tak zwane widły, które zatrzymują handel przy drastycznych spadkach. Krypto nie śpi. Krypto nie ma litości.
No i właśnie, zastanów się przez chwilę. Co zrobisz, gdy obudzisz się o siódmej rano, spojrzysz w telefon i zobaczysz minus 60% na swoim portfelu? A wiesz, że za trzy dni musisz przelać bankowi ratę. Sprzedasz to, co zostało, żeby mieć na kilka rat? Czy dobierzesz kolejną pożyczkę (tzw. chwilówkę, co jest już totalnym gwoździem do trumny), żeby ratować sytuację? Tłumaczę to zawsze łopatologicznie: pożyczanie na inwestycje to kupowanie stresu na raty.

Podwójna presja: Walczysz z rynkiem i z kalendarzem spłat.

Stałe koszty: Kredyt kosztuje cię zawsze, niezależnie od tego, czy Bitcoin rośnie, czy spada.
Wymuszona likwidacja: Często musisz sprzedać krypto w najgorszym możliwym momencie (na samym dołku), bo potrzebujesz gotówki na spłatę raty.
Co zrobić, gdy rynek kryptowalut spada, a ja mam pożyczkę?
Znalazłeś się w tej pułapce. Masz kredyt. Rynek krwawi. Twoje monety są warte ułamek tego, co za nie zapłaciłeś. Działaj natychmiast, bez sentymentów. Przerabiałem ten scenariusz z moim znajomym, Maćkiem, w 2022 roku. Wziął 50 000 zł kredytu na zakup tokenów metaverse. Gdy rynek zaczął się sypać, Maciek zamarł. Czekał. Modlił się do wykresów. To najgorsza możliwa strategia.
Kazałem mu usiąść, wziąć kartkę i wypisać wszystkie miesięczne koszty życia. Potem spojrzeliśmy na jego portfel krypto. Stracił 70%. Uratowaliśmy resztki. Kazałem mu sprzedać wszystko, natychmiast. Bolało go to fizycznie. Ale te odzyskane 15 000 zł wrzucił od razu jako nadpłatę kredytu, co zmniejszyło mu kapitał do spłaty i obniżyło kolejne raty. Resztę spłacał z pensji przez dwa lata, pracując w weekendy jako kierowca Ubera.
Jeżeli jesteś pod wodą, odetnij emocje. Kryptowaluty nie wiedzą, że je kupiłeś. Nie mają wobec ciebie długu wdzięczności. Jeśli trzymasz tracące aktywa tylko dlatego, że "muszą kiedyś odbić, bo wziąłem na nie kredyt", oszukujesz samego siebie. Ratuj gotówkę, tnij koszty życia i spłacaj kapitał najszybciej, jak potrafisz.

Czy pożyczka od rodziny na krypto to bezpieczniejsza opcja?

Wielu ludzi myśli, że jeśli ominą banki, rozwiążą problem. Idą do rodziców, rodzeństwa, wujka. Obiecują złote góry. "Słuchaj wujku, daj mi dychę, za pół roku oddam ci piętnaście". Brzmi znajomo? To najszybszy sposób, żeby zniszczyć relacje, budowane przez całe życie.
Pożyczyłem kiedyś kuzynowi 5000 zł. Wiedziałem, że chce to wrzucić w jakieś podejrzane projekty DeFi. Zgodziłem się, ale w głowie od razu spisałem te pieniądze na straty (i miałem rację, stracił wszystko w tydzień przez błąd w smart kontrakcie). Ja mu wybaczyłem, ale on przez trzy lata unikał mnie na spotkaniach rodzinnych. Poczucie winy go zżerało. Święta Bożego Narodzenia zamieniły się w festiwal niezręcznego milczenia. Chcesz zafundować sobie i swoim bliskim taki klimat za parę wirtualnych monet?
Rodzina nie naliczy ci odsetek. Nie wyśle komornika. Ale dług u rodziny kosztuje znacznie więcej. Płacisz za niego zaufaniem, szacunkiem i spokojem psychicznym. Bank ma cię w nosie, jesteś dla nich tylko numerem w Excelu. Dla matki czy brata jesteś osobą, która zawiodła.

Dlaczego giełdy kryptowalut oferują dźwignię finansową?

Przejdźmy do innej formy pożyczania, która kusi jeszcze bardziej. Dźwignia (margin trading). Giełdy kryptowalut chętnie rzucają ci w twarz propozycjami: "Zagraj z dźwignią x100!". Kładziesz 100 dolarów, a handlujesz, jakbyś miał 10 000 dolarów. Brzmi świetnie, prawda? Giełda daje ci te pieniądze, ale nie robi tego z dobroci serca.
Tłumaczę to moim kursantom w prosty sposób. Wyobraź sobie, że idziesz do kasyna. Właściciel kasyna daje ci worek żetonów i mówi: "Graj, jak wygrasz, oddasz mi tylko to, co pożyczyłem. Ale jeśli przegrasz choćby 1% z tego worka, zabieram ci twoją zastawioną kurtkę, portfel i wywalam cię za drzwi". To jest właśnie dźwignia. Giełda pożycza ci kapitał, ale zabezpiecza się twoimi własnymi pieniędzmi. Jeśli rynek drgnie w złym kierunku, następuje likwidacja. Tracisz wszystko w ułamku sekundy.
Giełdy zarabiają na prowizjach od obrotu. Im większym kapitałem obracasz (nawet tym wirtualnym, pożyczonym od nich), tym wyższe prowizje płacisz. Dodatkowo płacisz tzw. "funding rate", czyli opłatę za samo utrzymywanie pozycji lewarowanej. To biznes idealny. Dla nich. Nigdy dla ciebie.

Skąd wziąć kapitał na inwestycje bez zadłużania się?

Pewnie teraz myślisz: "Okej, zniechęciłeś mnie do kredytu, ale ja nadal chcę wejść w krypto, a nie mam kasy". Rozwiązanie jest nudne i wymaga dyscypliny. Wiem, nie tego chcesz usłyszeć. Szukasz magicznej pigułki. Ale ona nie istnieje.
Zbuduj nadwyżkę finansową. Przejrzałem kiedyś swoje wydatki z trzech miesięcy, korzystając ze zwykłej aplikacji do budżetowania. Znalazłem tam 600 zł miesięcznie wyrzucane w błoto. Subskrypcje, z których nie korzystałem. Jedzenie zamawiane na wynos, chociaż miałem pełną lodówkę. Kawa na stacji benzynowej każdego dnia. Zacząłem agresywnie ciąć te głupoty. Te 600 zł miesięcznie wrzucałem systematycznie w Bitcoina przez strategię DCA (Dollar Cost Averaging - uśrednianie kosztów w czasie).
Zamiast brać 10 000 zł kredytu i pocić się ze stresu, zacznij kupować krypto za 200 zł miesięcznie. Budujesz pozycję powoli. Uczysz się rynku. Kiedy przychodzą spadki, cieszysz się, bo twoje kolejne 200 zł kupi więcej monet. Zmieniasz perspektywę z hazardzisty na chłodnego inwestora.

Jak rozpoznać, że wpadam w spiralę długów przez inwestycje?

Granica między optymizmem a chorobliwym hazardem jest bardzo cienka. Obserwowałem ludzi, którzy przekraczali ją z uśmiechem na twarzach. Sygnały ostrzegawcze pojawiają się wcześnie, ale zazwyczaj je ignorujemy. Zróbmy szybki test. Odpowiedz sobie szczerze na te pytania.
Czy ukrywasz przed partnerem lub partnerką, ile pieniędzy wrzuciłeś w giełdę? Czy łapiesz się na tym, że planujesz spłacić jedną kartę kredytową zyskami z nowej, genialnej monety, o której przeczytałeś na Twitterze? Czy twoje samopoczucie w ciągu dnia jest w 100% uzależnione od koloru wskaźników na Binance? Jeśli na którekolwiek z tych pytań odpowiedziałeś twierdząco, zapala się czerwona flaga. Wielka. Świecąca.
Miałem w zespole chłopaka, genialnego programistę. Zarabiał świetnie. Zaczęło się od małej pożyczki na debiut nowego projektu. Potem wziął drugą, żeby "uśrednić w dół" stratę. Po ośmiu miesiącach miał pięć aktywnych kredytów i zablokowane karty. Rozpadł mu się związek. Przestał spać. Musiałem go zwolnić, bo nie potrafił napisać linijki kodu, cały czas gapiąc się w ekrany. Wyciąganie go z tego bagna zajęło specjalistom od uzależnień dwa lata.

Czy istnieje bezpieczny sposób na lewarowanie pozycji?

Krótka piłka. Nie ma czegoś takiego jak bezpieczne lewarowanie, szczególnie w kryptowalutach. Używam dźwigni tylko i wyłącznie w jednym celu: do zabezpieczania mojego fizycznego portfela (hedging), a nie do pomnażania kapitału. I robię to ułamkiem procenta moich środków. Ale dla 99% ludzi na rynku, dźwignia to po prostu maszynka do mielenia mięsa. Wchodzisz z nadzieją, wychodzisz w samych skarpetkach.
Zamykając ten temat, przypomina mi się zima 2017 roku. Środek szalonej hossy. Wszyscy znajomi chwalili się zyskami z Litecoina. Ja nie miałem gotówki. Co zrobiłem? Wyciągnąłem kartę kredytową z limitem na 8000 zł. Kupiłem na samej górce, z przekonaniem, że zaraz podwoję kapitał. Dwa tygodnie później rynek tąpnął. Patrzyłem w monitor, czując gulę w gardle. Sprzedałem w panice za ułamek wartości. Przez kolejne dwa lata oddawałem bankowi te 8000 zł, dorzucając chore prowizje. Każda rata przypominała mi o mojej głupocie. Zapłaciłem za tę lekcję ogromną cenę. A ty? Zamierzasz uczyć się na własnych błędach w banku, czy wolisz wyciągnąć wnioski z moich, zanim klikniesz "Złóż wniosek o kredyt"?



0 Komentarze